Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mubarak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mubarak. Pokaż wszystkie posty

Nie - skuteczna represja. 02/03/2010


11 Marca 2010 upłynęło 1000 dni najdłuższego w historii najnowszej oblężenia. Trwająca od marca 2006 blokada Strefy Gazy okazała się nie tylko porażką Izraelskiej polityki bezpieczeństwa, ale przede wszystkim przyczyną cierpienia mieszkańców Gazy. Dziś wiadomo, że cztery lata getta nie były potrzebne.   



Wbrew temu, co twierdzi Izrael blokada nie jest koniecznością. Jest za to wysoce nieudolną i krótkowzroczną polityką, która nie osiągnęła zamierzonych celów. Zamknięcie Gazy stało się przyczyną destabilizacji regionalnego bezpieczeństwa oraz  narzędziem opresji i dyskryminacji. Największą tragedią jest jednak to, że cenę izraelskich błędów przyszło zapłacić … Palestyńczykom Gazy.


Osłabienie politycznej inicjatywy Hamasu.

Blokada miała przede wszystkim doprowadzić do osłabienia Hamasu i stać się zbiorową karą za poparcie dla islamistów. W założeniu Izraela ekonomiczny kryzys i polityczne wykluczenie miały stać się paliwem anty-hamasowskich nastrojów.  Rezultat stał się odwrotny do zakładanych celów.
Doświadczeni realiami blokady jak i okrucieństwem militarnej agresji mieszkańcy Gazy stali się naturalnym zapleczem radykalizmu. Blokada doprowadziła lokalną ekonomię do upadku. W ciągu ostatnich dwóch lat Izrael zaostrzył i tak mocno ograniczone prawa związane z importem, pozbawiając dostępu do podstawowych produktów codziennego użytku. W Gazie brakuje praktycznie wszystkiego od cementu i paliwa po leki i żywność. Zaaplikowane dodatkowo restrykcje na export uniemożliwiają sprzedaż towarów, co niegdyś stanowiło podstawę niektórych dziedzin gospodarki. Stagnacja powoduje dramatyczny wzrost bezrobocia i pogłębia biedę. (Zgodnie z najnowszymi szacunkami około 60% mieszkańców jest bez pracy). Brak dostaw gazu i mąki doprowadził do upadku przemysłu spożywczego, a ceny żywności drastycznie wzrosły. Trwający od listopada 2007 roku zakaz importu paliw i gazu paraliżuje rynek usług. Dodatkowym problemem są przerwy w dostawie prądu, które utrudniają pracę wszystkich sektorów miedzy innymi szpitali. Służba zdrowia boryka się z brakiem leków, sprzętu, materiałów medycznych i opatrunkowych oraz podstawowej infrastruktury sanitarnej. System oświaty praktycznie nie istnieje. Blokada uniemożliwia rekonstrukcję, paraliżuje gospodarkę oraz niszczy życie społeczne.

Mimo kryzysu Hamasowi udało się utrzymać kontrolę nad dystrybucją ograniczonych dóbr, zapewnić porządek publiczny, zorganizować finansowe zaplecze i zabezpieczyć współpracę z organizacjami humanitarnymi. Blokada wzmocniła tym samym zależność Palestyńczyków od Hamasu w sferze socjalnej. Hamas posiadając dwudziestoletnią tradycję funkcjonowania jako ruch społeczny, jak i doskonale zorganizowaną strukturę cywilną okazał się jedynym organem zdolnym do organizacji życia społecznego. Paradoksalnie Izraelska blokada pomogła Hamasowi nie tylko uwiarygodnić wizerunek nieprzejednanego bojownika palestyńskiej sprawy, ale także wzmocnić tendencje ku modelom obywatelskim.
Izraelskie embargo wzmocniło finansowe zaplecze Hamasu. Dzięki blokadzie organizacja mogła objąć swoją kontrolą kopane pod granicą izraelsko – egipską tunele, co zaowocowało dochodami w postaci ‘tunelowego podatku’ nakładanego na przemycane towary.
Polityka Izraela osłabiła ponadto pozycję konkurencyjnego w stosunku do Hamasu Fatahu. Prowadzone z Fatahem rokowania połączone z agresją na cywilów Gazy stały się negocjacyjną groteską. Podczas gdy Hamas jawi się jako niezależny, legitymizowany prawnie i społecznie ostatni konsekwentny obrońca palestyńskiej sprawy, Fatah jest wprost oskarżany o serwilizm względem Izraela.

Osłabienie zdolności militarnych.

Jednym z głównych celów blokady miało być zahamowanie przemytu broni. Wbrew oczekiwaniom Izraela, transport broni nie zmalał. Co więcej, dzisiejsze uzbrojenie Hamasu jest bardziej zaawansowane niż używane do tej pory pociski Kassam. Jesienią 2009 Izraelski wywiad wojskowy podał informację o serii udanych próbnych wystrzałów rakietowych przeprowadzonych przez Hamas z użyciem pocisków o zasięgu 60km.

Uwolnienie  kaprala Gilada Szalita.

Zasadność blokady jest tłumaczona jako środek nacisku na Hamas celem uwolnienia porwanego w 2006 r. żołnierza. Cztery lata blokady nie pomogły – Szalit wciąż pozostaje w rękach Hamasu. Co więcej, Hamasowi udało się skutecznie wywindować cenę porwanego: aktualnie  jest nią nie tylko zniesienie blokady, ale uwolnienie uwięzionych w Izraelu palestyńskich bojówkarzy. Kontynuacja blokady jako instrumentu nacisku w sprawie Szalita nie ma sensu.

Blokada jako zagrożenie bezpieczeństwa regionalnego.

Utrzymanie blokady jest zagrożeniem dla sąsiadującego z Gazą reżimu Hosniego Mubaraka. Współpraca izraelsko – egipska w zakresie blokady jest ostrzem obosiecznym. Mimo, iż Mubarak potrzebuje blokady jako prewencji przed infiltracją  Hamasu, to kolaboracja z Izraelem jest niebezpieczną wodą na młyn egipskiego fundamentalizmu. Pozycja egipskiego prezydenta jest stabilna jedynie dzięki autorytarnej polityce względem rodzimej opozycji politycznej. Dalsza współpraca Izraela z Mubarakiem może doprowadzić do wybuchu niezadowolenia, a w konsekwencji zaowocować destabilizacją Egiptu. Taki rozwój wypadków byłby z kolei zasadniczym zagrożeniem regionalnego bezpieczeństwa.

Zbyt wysokie koszta.

Kontynuacja blokady stawia Izrael w niewygodnej roli opresora i podminowuje słabą pozycję moralną. Przez lata kraj ten mógł się cieszyć sympatia świata zachodu, który postrzegał Izrael jako zadośćuczynienie za okrucieństwa wojny. Wizerunek państwa założonego przez uciekających przed prześladowaniami Żydów był powszechną romantyczną percepcją. ‘Jedyna demokracja Bliskiego Wschodu’ ponadto stała się składnikiem zimnowojennej walki ideologicznej. Układ był prosty - Izrael stał się sojusznikiem Zachodu; podczas gdy skupione w ramach OWP (lewicowe i marksistowskie) organizacje palestyńskie zaciążyły ku ZSRR. Sprawa palestyńska stała się ponadto agendą propagandy wrogich Izraelowi pro-sowieckich reżimów (Syria, Libia, Irak oraz Egipt do 1979). Czarno – biały zimnowojenny  schemat stał się doskonałym  wytłumaczeniem izraelskiej okupacji Palestyny. 

Kiedy owego podziału zabrakło, szybko pojawił się nowy. Rozdmuchana przez amerykański neokonserwatyzm ideologia cywilizacyjnego konfliktu znalazła swoje ‘usprawiedliwienie’ między innymi w Izraelu. Izrael po raz kolejny mógł odegrać rolę ‘bliskowschodniego przedstawiciela zachodnich wartości’ tym razem poprzez walkę z islamskim ekstremizmem.
Dotychczasowa wygodna pozycja Izraela uległa erozji. Trwające od 4 lat getto skazało mieszkańców Gazy na życie w więzieniu bez krat. Polityka blokady to realia opresji i dyskryminacji. Palestyńczycy Gazy zostali pozbawieni większości, swobód obywatelskich i praw politycznych. Ostatnia Izraelska agresja, kosztująca życie 850 palestyńskich cywilów stawia molarna legitymacja Izraela pod dużym znakiem zapytania. ‘Jedyna demokracja Bliskiego Wschodu’ jest coraz częściej postrzegana jako ‘Jedyny system segregacyjny świata zachodu’.

Dotychczasowe doświadczenia stawiają przed Izraelem pytanie o zasadność blokady. Zamkniecie Gazy przestało być narzędziem prewencji radykalizmu. Frustracja uwięzionych Palestyńczyków to frustracja ludzi wyrzuconych poza margines. Wykluczenie polityczne w oczywisty sposób przekłada się na wykluczenie społeczne. Kontynuacja blokady będzie naturalnym środowiskiem rozwoju islamskiego radykalizmu, zagrożeniem bezpieczeństwa regionalnego, przeszkodą na drodze negocjacji oraz czynnikiem uniemożliwiającym powstanie państwa palestyńskiego.

Brak alternatywy, czy brak dobrej woli?

Zasadniczym problemem Izraela jest przekonanie o braku alternatywy. Izrael Gazy nie chce, ale jednocześnie nie wyobraża sobie jej suwerenności pod sztandarem władzy Hamasu. Odblokowanie Gazy na warunkach stawianych przez Hamas jest postrzegane jako zasadnicze zagrożenie. Bez względu jednak na obawy Tel-Avivu. trwająca ponad cztery lata blokada udowodniła, że Hamas jest w stanie przetrwać bez kompromisu na rzecz Izraela. Dotychczasowa strategia okazała się porażką.

Przed Izraelem stoi  wciąż aktualny problem wyboru pomiędzy dalszą konfrontacją a próbami negocjacji. Droga negocjacyjna jest oczywiście mało prawdopodobnym scenariuszem, gdyż oznaczałaby to ukonstytuowanie Hamasu jako partnera. Zmiana statusu Hamasu byłaby rewolucją, na którą nikt w Izraelu nie jest gotowy. Hamas jest i pozostanie postrzegany jako organizacja terrorystyczna – nie negocjator. Jednak sam fakt funkcjonowania Hamasu jako organizacji gloryfikującej i legalizującej walkę zbrojną nie jest bynajmniej jedynym czynnikiem utrudniającym negocjacje.
Najważniejszym problemem Izraela jest bowiem nie tyle militaryzm Hamasu, co dążenie organizacji do legalnego  i zinstytucjonalizowanego uczestnictwa w procesie pokojowym.
Uczestnictwo takie oznacza bowiem trudniejsze niż dotychczas negocjacje, które wymagać będą od Izraela zmiany dotychczasowej strategii. Zasadniczym założeniem uprawianej od czasu Oslo (1993 r.) izraelskiej taktyki jest polityka prewencji przeciw palestyńskim dążeniom niepodległościowym. Przez szereg lat Izrael był w stanie zarządzać problem palestyńskim dzięki współpracy z Fatahem, który, jako główny partycypant władzy w Autonomii Palestyńskiej, funkcjonował jako wygodny mało wymagający negocjator. Zgoda na włączenie Hamasu w proces negocjacyjny oznacza legalizacje o wiele trudniejszego partnerstwa. 

Inicjatywa dyplomatyczna Hamasu.

Zgodnie z oficjalnym stanowiskiem Hamas akceptuje rozwiązanie w postaci koegzystencji dwóch państw Izraela i Palestyny, która miałaby być utworzona z okupowanych od 1967 roku terytoriów.  Akceptacja dla ‘two state sollution’ oznacza rezygnację z odwoływania się do idei utworzenia Palestyny na terytoriach tzw. ‘Palestyny historycznej’ obejmującej nie tylko terytoria okupowane, ale także obszar Izraela.

Stanowisko to zostało potwierdzone przez urzędującego w Damaszku Przewodniczącego Biura Politycznego Hamasu, Khaleda Meshala.
Jedno z pierwszych oświadczeń  Meshala wydanych po jego reelekcji na szefa politbiura (czerwiec 2009) stwierdza: ‘Hamas popiera negocjacje zmierzające w kierunku utworzenia Palestyny obejmującej około 22 procent jej historycznego terytorium’.
Akceptacja procesu negocjacyjnego została potwierdzona przez decydentów Hamasu w Gazie: Rzecznika Hamasu w Gazie Muhammada Zahara, hamasowskiego Ministra Spraw Zagranicznych Ahmeda Jusufa oraz Szefa Hamasu w Gazie jak i przewodniczącego hamasowskiego gabinetu Ismailia Haniję.
Podczas zorganizowanego w grudniu 2009 r. jubileuszowego wiecu Hanija przemawiał do 100 tysięcznego tłumu Gazan: ‘Ci którzy chcieli nas zabić patrzą z niedowierzaniem na tysięczne tłumy, nasza walka o wolną Palestynę nie ustała. (…) Wzywam wszystkich Palestyńczyków do zjednoczenia w imię wspólnej idei która zniesie Izraelską okupację i doprowadzi do utworzenia suwerennego palestyńskiego państwa w granicach sprzed roku 1967’.     

Wciąż jednak, mino zasadniczej  zmiany języka Hamasu  proces negocjacyjny nie będzie łatwy. Hamas postrzega swoje ustępstwa jako ostateczne i wystarczające dla koncesji Izraela. Negocjacyjna agenda ruchu opiera się na podstawowym i wstępnym dla jakichkolwiek rokowań założeniu o konieczności wycofania izraelskiej okupacji. Byłoby to jednoznaczne z całkowitą i bezwarunkową likwidacją osadnictwa, odblokowaniem Gazy, zburzeniem izraelskiego muru bezpieczeństwa oraz przyzwoleniem na utworzenia przyszłej palestyńskiej stolicy we Wschodniej Jerozolimie. Dodatkowymi postulatami jest zwolnienie palestyńskich więźniów oraz prawo do powrotu dla uchodźców. Założenia te nie są niczym nowym – są to przede wszystkim rozstrzygnięcia Narodów Zjednoczonych ukonstytuowane rezolucjami Zgromadzenia Ogólnego (Rezolucja 194 z 11 grudnia 1948 r.) oraz rezolucjami Rady Bezpieczeństwa (Rezolucja 242 z 22 listopada 1967r. oraz Rezolucja 338 z 1973r.). Jednocześnie część z powyższych postulatów była agendą negocjacji, których stroną był Izrael (Camp David 1993, Oslo 1993 i Oslo II 1995). Teoretycznie więc postulaty Hamasu nie wnoszą do procesu negocjacyjnego nowych elementów. W praktyce jednak stanowisko Hamasu czyni proces negocjacyjny niezmiernie trudnym, gdyż wymaga zasadniczej zmiany stanowiska Izraela. Dotychczasowa polityka Tel-Avivu była nie tyle procesem prowadzącym do ukonstytuowania palestyńskiego państwa, ile raczej metodą na zarządzanie kryzysem bez konieczności ponoszenia koncesji. Agenda Hamasu wraca z kolei do bardzo podstawowych założeń negocjacji, które przez okres ostatnich 20 lat zostały zepchnięte na plan dalszy. Hamas stara się swą dyplomacją wrócić do punktu wyjścia i stawia sprawę negocjacji jasno – proces musi się zacząć na nowo do czego podstawą na być wycofanie izraelskiej okupacji

Problemem Izraela jest nie tyle radykalizm Hamasu, co jego coraz bardziej racjonalna agenda. Dopóki Hamas funkcjonował głownie jako radykalna bojówka, Izrael mógł swobodnie i zasadnie domagać się jego wykluczenia. Zmiana kursu polityki Hamasu oznacza dla Izraela odpowiedź na kłopotliwe pytanie – na ile dalsza polityka izolacji Hamasu jest korzystna dla izraelskiej strategii bezpieczeństwa. Przed Izraelem stoi wybór mniejszego zła.


Bolesne koncesje, konieczne decyzje.

Akceptacja Hamasu jako partnera jest decyzją trudną. Oznacza bowiem  negocjacje z prawdopodobnie niebezpieczną i wrogą Izraelowi bojówką. Dalszy bojkot jest z kolei zagrożeniem radykalizacji Hamasu, kontynuacją impasu i zaprzepaszczeniem szansy na potencjalnie porozumienie

Blokada Gazy jest częścią szerszego kontekstu. Dalsze powodzenie procesu pokojowego nie będzie możliwe dopóki półtoramilionowa społeczność Palestyńczyków Gazy pozostanie wykluczona. Odblokowanie Gazy będzie wymagać uczestnictwa Hamasu. Wreszcie, włączenie Gazy i Hamasu w proces będzie oznaczać dla Izraela trudne choć po raz pierwszy w historii rokowań wiarygodne negocjacje.

Zasadniczym problemem Izraela jest brak przekonania o zasadności zmiany kursu, zarówno względem Gazy czy Hamasu jak i względem Palestyńczyków w ogóle. Izrael zdaje się wierzyć w skuteczność taktyki zakładającej dalszą kolonizację Zachodniego Brzegu i Wschodniej Jerozolimy połączonej z blokadą Gazy i izolacją Hamasu. Izraelski stosunek do Gazy jest papierkiem lakmusowym polityki Tel-Avivu w ogóle.  

Izraelska polityka pozostanie błędna tak długo jak długo będzie opierać się o wiarę w siłę  opresji. Politycy Tel-Avivu winni zrozumieć, że wolna od represji i militarnej agresji Gaza jest jedyną gwarancją Izraelskiego bezpieczeństwa.
                                                                                                                         
Michał Ziemowit Buśko.

Gaza. Zbyt wysoka cena z negocjacje.19/01/2009

Ostatnie dni konfliktu w Strefie Gazy przyniosły ożywienie dyplomatyczne, którego wysiłkiem ma być zakończenie konfliktu. Na chwilę obecną jednak, każdy scenariusz jest prawdopodobny. 17 Stycznia Izraelski premier Ehud Olmert ogłosił jednostronne wstrzymanie ognia, (które weszło w życie dnia następnego). Jednocześnie jednak premier zapowiedział, że wojska wciąż pozostaną obecne. Stanowisko premiera spotkało się ze zdecydowaną reakcją Hamasu i Islamskiego Dżihadu. Wspólny dokument wydany przez obie organizacje oświadcza: 'My Palestyńskie frakcje ruchu oporu ogłaszamy wstrzymanie ognia. Jednocześnie żądamy od Izraela by ten wycofał swoje wojska ze Strefy Gazy w przeciągu tygodnia oraz otworzył granice dostaw pomocy humanitarnej'. [1]

W prawdzie obie strony konfliktu mają świadomość, że prędzej czy później będą musiały znaleźć porozumienie, to rokowane za pośrednictwem Egiptu zawieszenie broni może okazać się mrzonką. Cel konfliktu w obu przypadkach jest jednakowy - wzmocnić swą pozycję w obliczu ewentualnych niebezpośrednich rokowań. Żadna ze stron nie będzie chciała jednak wystąpić w roli słabszego, dlatego mimo sygnałów wskazujących na chęć zakończenia konfliktu zarówno Izrael jak i Hamas będą próbowały podbić stawkę. Oferta Izraela o wstrzymaniu ognia jest dla Hamasu niewystarczająca. Celem organizacji jest skłonienie Izraela do wycofania wojska oraz odblokowanie Strefy Gazy. Izraelowi zaś trudno będzie się zgodzić na ustępstwa, gdyż okazałby się przegranym. Tym samym ewentualność eskalacji przemocy na większą skalę jest wciąż otwarta. Już u początków konfliktu obie strony zadeklarowały swą gotowość do dłuższego konfliktu. Polityczny przywódca Hamasu Khaled Meshaal przekonywał:. 'Jesteśmy gotowi na wojnę, gdyż jesteśmy pewni naszego zwycięstwa’. W tym samym czasie Ehud Barak zapowiedział wojnę do 'ostatniej kropli krwi' [2]

Geneza przemocy - genezą negocjacji
Wojna w Gazie rozpoczęła się wraz z interwencją Izraela i była odpowiedzią na decyzję Hamasu, który to 19 grudnia zerwał zawieszenie broni oraz przeprowadził szereg ataków rakietowych na Izraelskie miasta graniczące ze Strefą Gazy. Operacja wojskowa rozpoczęła się już następnego dnia, kiedy to 64 samoloty zrzuciły 100 ton ładunków wybuchowych. Po trwających tydzień nalotach Izrael zdecydował się na kolejny etap interwencji wprowadzając wojska lądowe oraz powołując pod broń 11.000 rezerwistów.
[3]

Uzgodnione 19 czerwca 2008r. porozumienie miało znieść blokadę Strefy Gazy, doprowadzić do otwarcia przejść granicznych z Izraelem i Egiptem, umożliwić swobodny przepływ dostaw paliwa leków i gazu, wstrzymać palestyński ostrzał jak i Izraelskie ataki powietrzne oraz odprowadzić do zwolnienia więzionych członków Hamasu i uwolnienia porwanego w lipcu 2006 Izraelskiego kaprala Gilada Szalita.

Żadna ze stron nie wywiązała się z postanowień ... Trwające sześć miesięcy wytchnienie w konflikcie było postrzegane jako zło konieczne. Politycy Izraelscy zdecydowali się na zawieszenie broni, licząc, że negocjacyjna polityka Hamasu spowoduje podziały wewnątrz organizacji jak i zantagonizuje konkurencyjne bojówki. Poza tym, koalicja rządząca potrzebowała wytchnienia w obliczu dymisji premiera Olmerta.

Ze strony Hamasu zawieszenie broni widziane było jako szansa na wzmocnienie organizacji. W najlepszym wypadku, Hamas liczył na współpracę Izraela, co niewątpliwie ugruntowałoby pozycję ruchu. W przypadku zaś, nierespektowania przez Izrael warunków zawieszenia, Hamas nic nie tracił, gdyż mógł się zaprezentować jako racjonalna organizacja posiadająca dobrą wolę. Izrael zaś mógł łatwo zostać oskarżony o brak chęci porozumienia.

Zawieszanie broni miało zapewnić dwa niemożliwe do pogodzenia rezultaty. Podczas gdy celem Izraela jest destrukcja Hamasu; Hamas liczy na odblokowanie Gazy, co z pewnością wzmocni witalność ruchu.
Kiedy Hamas zdecydował się zerwać zawieszenie broni formuła dyplomacji wyczerpała się a problem konfliktu powrócił jak bumerang.

Izrael. Kto chce pokoju musi być gotowy do wojny.

Politycy Izraelskiej koalicji rządzącej zdali sobie sprawę, że impas nie ma dłużej sensu. Polityka blokady Gazy nie przyniosła rezultatów - Hamas wciąż jest u sterów władzy a jego pozycja nie zachwiała się. Blokada miała w założeniu doprowadzić do upadku Hamasu rękami niezadowolonych Gazan jak i za pomocą współpracy z prezydentem Abbasem. Gazanie, którzy na własnej skórze odczuli Izraelką strategię dalecy są od proizraelskich nastrojów. Władza prezydenta Abbasa natomiast uległa erozji a ostatnie bastiony wpływów Fatahu w Gazie runęły. W obliczu zerwanych porozumień Izrael stanął wobec wyboru czy negocjować z Hamasem na jego warunkach czy zdecydować się na konfrontację. Negocjacje oznaczałyby sukces Hamasu - szczególnie w obliczu erozji władzy Fatahu i degradacji pozycji Abbasa uwikłanego w bezproduktywne negocjacje pokojowe.

Decyzja o interwencji militarnej mogła natomiast zostać użyta jako narzędzie osłabienia inicjatywy organizacji. Izraelski atak miał przynieść natychmiastową korzyść doraźną - zaprzestanie uciążliwego ostrzału Izraela. Jednocześnie poza celem taktycznym Izrael ma nadzieje osiągnąć bardziej trwałe założenia strategiczne - zniszczenie infrastruktury Hamasu oraz zlikwidowanie dowództwa organizacji. Politycy Izraelscy decydując się na rozwiązania militarne mieli świadomość, że jedynie konsekwentna operacja może przynieść pożądane rezultaty. W przededniu konfliktu Izraelski Minister Obrony Ehud Barak poinstruował dowództwo na wypadek długiej 'sześciomiesięcznej lub dłuższej operacji'. Barak miał świadomość, że połowiczne rozwiązanie w postaci nalotów nie ma sensu. Tym samym operacja lądowa jest konsekwentnym przewidzianym etapem wojny. Wydaje się, że Izrael nie chciał powtórzyć pomyłki z roku 2006, kiedy brak konsekwencji w wojnie z Hezbollahem jedynie wzmocnił pozycję szyickich radykałów.

Wchodząc do Strefy Gazy Izraelska armia przekroczyła przysłowiowy Rubikon. Już 30 grudnia minister Sherrit oświadczył, że: 'nie ma miejsca na rokowania zawieszenia broni'. Izrael wie, że negocjacje z Hamasem wymagają wycofania wojska, co pomogłoby Hamasowi ogłosić zwycięstwo i wystąpić jako jeszcze trudniejszy i konsekwentny negocjator.

Jednak mimo deklaracji politycy Izraelscy mają świadomość, że nawet długa obecność wojskowa nie wyeliminuje Hamasu definitywnie. Prędzej czy później Izrael będzie musiał wrócić do negocjacji, gdyż jedyną alternatywą jest okupacja Strefy Gazy, której Izrael nie chce. Tym samym Izraelska interwencja to z jednej strony odpowiedz na Hamasowski ostrzał oraz próba osłabienia organizacji, z drugiej strony zaś próba przezwyciężenia Impasu, w którym Hamas mógłby dyktować warunki przyszłych negocjacji.

Nie bez znaczenia dla genezy Izraelskiej interwencji są zbliżające się wybory parlamentarne (mające się odbyć już w następnym miesiącu). Minister Barak ma nadzieję wzmocnić swoje notowania w obliczu lutowyego głosowania. Jego głównym koalicyjnym konkurentem w wyścigu o stołek premiera jest Minister Spraw Zagranicznych Tzipi Livini, która w obliczu konfliktu zbrojnego może stracić zaufanie. Izraelczycy będą bardziej skłonni udzielić poparcia generałowi Barakowi, gdyż ten łatwo może wykorzystać atut militarnego doświadczenia dla celów kampanii wyborczej. Największym przeciwnikiem Baraka będzie jednak przywódca opozycji - Benjamin Netanjahu, który zdaje się prowadzić Liku ku wyborczemu zwycięstwu. Netanjahu wielokrotnie krytykował koalicję (a ministra Baraka w szczególności) za nieskuteczną politykę względem Hamasu zarzucając 'nieudolność’, która ośmiela Hamas do rakietowych ataków. Ehud Barak ma nadzieję wykorzystać konflikt z Hamasem celem przyciągnięcia części elektoratu Likudu - z jednej strony więc, są to wyborcy popierający twardą politykę względem Hamasu, z drugiej strony zaś nie do końca popierający postulat Netanjahu wzywający do re-okupacji Strefy Gazy. Centroprawicowy elektorat będzie więc kluczowy dla wyborczego zwycięstwa.

Wojna w Strefie Gazy to nie 'obronna' wojna z Hamasem, lecz wynik chłodnej kalkulacji. Izrael podkreśla, że celem jego ataków jest Hamas, który terroryzuje własną ludność czyniąc ją zakładnikiem własnego radykalizmu.
Abstrahując od motywów działalności Hamasu (o tym w dalszej części tekstu) należy jednoznacznie podkreślić, że Izraelska interwencja w Gazie nie jest wojną z terroryzmem, lecz wyraźnym sygnałem dla Palestyńczyków - Izrael nie toleruje i nie będzie tolerował żadnego przedstawicielstwa palestyńskiego, które stara się dyktować swoje warunki. W oczach Izraela grzech Hamasu polega nie tylko na działalności zbrojnej, lecz przede wszystkim na 'bezczelności' - próbach występowania jako równorzędny, konsekwentny partner. Bombardując mieszkańców Strefy Gazy Izrael daje jasno do zrozumienia wszystkim Palestyńczykom, że Izrael będzie negocjował jedynie wtedy, kiedy sam o tym zadecyduje i jedynie z tym, kogo sam wybierze na negocjatora. Rzecz jasna taką postacią jest prezydent Abbas. Wojna w Gazie to lekcja dla Palestyńczyków Zachodniego Brzegu. Izrael pokazuje, że we wzajemnych relacjach istnieją dwa scenariusze - pokój na warunkach podyktowanych przez Izrael bądź wojna.
Najważniejszym zadaniem Izraela było utrzymanie interwencji w granicach Gazy tak, by nie doszło do ogólnopalestyńskiego powstania. Celem zapobieżenia eskalacji przemocy na terenie Zachodniego Brzegu Izrael konsekwentnie wspierał starania Fatahu, który pod wodzą prezydenta Abbasa systematycznie likwidował afiliowane przy Hamasie organizacje.

Wewnątrzpalestyński podział jest na rękę zarówno Izraelowi jak i Abbasowi, który za pomocą Izraelskiej i międzynarodowej protekcji utrzymuje się u władzy. Izrael promował więc podział pomagając Abbasowi finansowo przy jednoczesnej blokadzie Gazy; konsekwentnie pomagał Fatahowi likwidować konkurencje Hamasu na Zachodnim Brzegu oraz rozbudowywał osadnictwo, co dostarczało pretekstu do obecności wojskowej, blokad dróg, wprowadzenia patroli jak i organizowania stref wyłączonych spod palestyńskiej kontroli cywilnej a tym bardziej militarnej. Radykalni przywódcy bojówek Zachodniego Brzegu, są świadomi porażki ewentualnej intifady. Powstanie nie ma sensu, gdyż skuteczna działalność nie będzie możliwa pod względem logistycznym. Ewentualna intifada przyniosłaby jedynie ogromną ilość ofiar cywilnych. Palestyńczycy Zachodniego Brzegu są zaś zbyt zmęczeni poprzednim nieudanym powstaniem by poprzeć radykalne rozwiązania. Tym samym Izrael mógł być stosunkowo pewny, że wojna z Hamasem nie zagraża stabilności 'Judei i Samarii'
[4]
Kolejnym problemem strategicznym, który Izrael musiał rozważyć była ewentualna reakcja Hezbollahu. Obawa przed inicjatywą Hezbollahu jest uzasadniona. Przywódca organizacji, Nasrallah zdobył sobie uznanie jako zwycięzca wojny z roku 2006. Co więcej, Hezbollah był w stanie dyktować warunki wymiany więźniów latem 2008, co powszechnie zostało odebrane jako dowód na witalności i skuteczność organizacji. Jak się jednak okazało Hezbollah nie zamierza się angażować w konflikt. [5]
Hezbollahowi nie zależy na eskalacji, gdyż jest świadomy, że w razie wojny straci swoje poparcie - nikt w Libanie nie jest gotowy na ponowny konflikt. Ponadto w przypadku interwencji Izraela Libańskie siły przeciwne destrukcyjnej polityce Hezbollahu z pewnością wykorzystałyby Izraelskie poparcie celem pozbycia się konkurencji. Taki scenariusz mógłby wywołać kryzys, na którym Hezbollahowi nie zależy, gdyż jego głównym celem jest zwycięstwo w wyborach parlamentarnych zaplanowanych na maj tego roku.

Milczenie Hezbollahu jak i brak inicjatywy ze strony bojówek Zachodniego Brzegu pozwala Izraelowi na konsekwentną wyizolowaną interwencję. Wojna w Gazie to próba sił, z której obie strony będą chciały wyjść obronną ręką. Podczas gdy dla Izraela zwycięstwo może oznaczać jedynie zniszczenie Hamasu, przywódcy Hamasu będą mogli obwołać się zwycięzcami w przypadku, gdy organizacja przetrwa...

Hamas. Uprzywilejowany ‘obrońca’ Gazan.

Mimo, że to właśnie Hamas zerwał zawieszenie broni wydaje się, że przywódcy organizacji zostali zaskoczeni odpowiedzią Izraela. W przededniu zerwania porozumień Hamas starał się podbijać cenę, chcąc skłonić Izrael do odblokowania Gazy.
Hamas chciał przemawiać z pozycji siły by skłonić Izrael do negocjacji na własnych warunkach. Jednocześnie przywódcy ruchu mieli nadzieję, że Izrael nie jest zainteresowany wojną.

Wbrew pozorom jednak interwencja Izraela wcale nie jest dla Hamasu o wiele gorszym scenariuszem. Fakt, organizacja straciła wielu bojowników, a jej infrastruktura została zniszczona. Wciąż, jednak Hamas ma szansę uzyskać swój główny cel strategiczny - doprowadzić do sytuacji, w której Izrael będzie zmuszony do negocjacji na gorszych warunkach.

Bez względu na to, kiedy obie strony 'usiądą do rozmów' i jakie będą ich rezultaty, Hamas osiągnie swoje zamierzenia. Organizacja wystąpi jako rozmówca, z którym trzeba negocjować bądź walczyć; jako siła zdolna kształtować realia. Jeśli nawet Hamasowi nie uda się doprowadzić do otwarcia przejść granicznych Gazy, uda mu się doprowadzić do negocjacji z Izraelem, czy może do wycofania Izraelskiego wojska. Tym samym oficjalny cel Izraelskiej interwencji - zniszczenie Hamasu okaże się mrzonką. To wystarczy by Hamas mógł się obwołać zwycięzcą. Jednocześnie Hamas uniknie ryzyka podziałów wewnątrz organizacji, które mogłyby wystąpić w wyniku zbyt ugodowej polityki negocjacyjnej. Hamas jako organizacja, która przetrwa Izraelskie uderzenie konsekwentnie obstając przy swoich postulatach będzie ruchem bardziej zjednoczonym, zdolnym skupić wokół siebie zarówno tych, którzy chcą negocjacji jak i tych, którzy pragną wojny.

Dodatkową korzyścią jest wzmocnienie swej pozycji względem Fatahu i prezydenta Abbasa. Hamas wykorzystuje wojnę z Izraelem celem obwołania się jedynym Izraelskim adwersarzem, zdolnym do negocjacji, wojny czy pokoju. Przekaz Hamasu dla skompromitowanego groteskowymi negocjacjami Abbasa jest jasny - ' władza Fatahu w Ramallah straciła swoją legitymację (...) w całej Palestynie ostateczny głos będzie należał do ruchu oporu (Hamasu)'
[6]

Faktycznie, władza Abbasa, który naruszając zasady konstytucyjne Palestyny próbuje utrzymać się na stołku prezydenckim, chyli się ku upadkowi. W początkowych dniach konfliktu prezydent Abbas jednoznacznie określił Hamas odpowiedzialnym za tragedię Gazy. Stanowisko prezydenta spotkało się z mieszaną reakcją Palestyńczyków. Mimo, że wierny prezydentowi elektorat wyraził swoją solidarność, wielu Palestyńczyków protestowała przeciwko proizraelskim komentarzom. Abbas, zmuszony był więc, zmienić swoje stanowisko. Podczas spotkania Komitetu Wykonawczego OWP prezydent zasugerował porozumienie w sprawie dyskusji nad współpracą pomiędzy OWP a Hamasem.[7]

Porozumiewawcze sygnały są dowodem na słabości prezydenta i jego otoczenia. Tym samym wiec Hamas może mieć nadzieję, na przyszłe porozumienie na korzystnych dla siebie warunkach. Wojna z Gazie zbiegła się z kłopotliwym dla Palestyńczyków zagadnieniem końcówki kadencji Abbasa. Hamas będzie szukał więc porozumienia mając poważne atuty przemawiające na jego korzyść. Z jednej strony Hamas zdaje sobie sprawę ze słabości Abbasa, z drugiej strony zaś wie, że dyktatorskie zapędy prezydenta nie znajdują szerokiego poparcia. Jeśli w wyniku wojny Abbas straci inicjatywę na rzecz Hamasu, będzie to jednoznacznie zwycięstwo organizacji i porażka Izraela zarazem.

Zbyt wysoka cena za negocjacje.

Jak się wiec wydaje na dzień dzisiejszy, Hamas wychodzi z konfliktu obronną ręką. Decyzja Izraela o jednostronnym zawieszeniu broni jest dla organizacji spełnieniem swoich taktycznych założeń. Oto bowiem Izrael jest zmuszony do elastyczności i prawdopodobnie jakiejś formy porozumienia w przyszłości.
Jeśli konflikt zakończy się nowym zawieszeniem broni, Hamas z pewnością chciał skłonić Izrael do odblokowania Gazy i wycofania wojska. Problem polega jednak na tym, że strona Izraelska nie może tak po prostu pozwolić Hamasowi na inicjatywę. Z punktu widzenia Izraela sukcesem byłaby dłuższa obecność militarna, która pozwoliłaby na kontrolę na wzór kontroli miast Zachodniego Brzegu.
[8]

Taki scenariusz rozwoju wypadków będzie zarzewiem dalszych konfliktów a kolejne zawieszenie broni z pewnością stanem chwilowym. Bez względu na to jak potoczą się losy relacji Izraela z Hamasem, należy podkreślić, że mimo doraźnego osłabienia Hamasu ewentualne przyszłe negocjacje będą powrotem do punktu wyjścia sprzed wybuchu wojny. Na tą chwilę jest raczej mało prawdopodobne by Izraelowi udało się ugruntować swoją pozycję w Gazie. Bardziej prawdopodobne, że Izrael będzie próbował wyjść z konfliktu z twarzą … Tel-Aviv będzie musiał szukać porozumienia, które pozwoli zagwarantować choć taktyczne założenie - powstrzymanie Hamasu i jego zwolenników od ostrzału południowego Izraela. W tym celu jednak Izrael musi się zgodzić na warunki Hamasu. Raczej mało prawdopodobne, by Izrael zgodził się na otwarcie wszystkich przejść granicznych jak tego chce Hamas. Należy się zatem spodziewać nie tylko negocjacji ale i konfliktu.

Bardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie usankcjonowanie otwarcia przejścia pomiędzy Gazą a Egiptem w Rafah. Rozwiązanie korzystne dla Izraela jako, że granice Izraela z Gazą pozostaną wciąż zamknięte, jednocześnie Izrael osiągnie swój inny cel strategiczny - zrzucenie odpowiedzialności za Gazę na barki Egipskiego prezydenta Mubaraka. Izrael będzie mógł domagać się od Egiptu kontroli przejścia, gdyż główną odpowiedzialnością stanie się ukrócenie procederu przemycania broni poprzez granicę z Gazą. Co więcej, Egipt będzie zmuszony nakłonić Hamas, by ten wstrzymał swój ostrzał. Kontynuacja ataków rakietowych mogła by doprowadzić do ponownej interwencji Izraelskiej – tego zaś Egipt nie chce. Hamas natomiast może powstrzymać się od przemocy za cenę poparcia Egiptu w negocjacjach z konkurencyjny Fatahem. Jeśli otwarcie przejścia w Rafah skłoni Hamas do wstrzymania ognia, Izrael będzie mógł ogłosić połowiczne zwycięstwo – połowiczne, gdyż Hamas może szybko wylizać rany i wzmocnić się. Głównymi przegranymi zaś będzie ludność cywilna Strefy Gazy.

Najbardziej tragicznym scenariuszem może być eskalacja przemocy. Póki co największą przeszkodą dla zawieszenia broni są Izraelskie zapowiedzi utrzymania wojska. Izrael ma świadomość, że bezwarunkowe wycofanie byłoby jednoznacznym zwycięstwem Hamasu. Jeśli Tel-Aviv będzie chciał forsować swoje warunki porozumienia może dojść do nasilenia przemocy. W obliczu kryzysu Izrael zdecyduje się na trzeci etap wojny - wprowadzenie swych sił bezpośrednio w centra gęsto zaludnionych miast Gazy. Hamas prawdopodobnie zdecydowałby się wówczas na użycie rakiet dalekiego zasięgu, które mogłyby skutecznie zagrozić cywilom miast Izraelskich. Co więcej, Hamas starałby się wciągnąć Izrael w krwawą wojnę miejską, gdzie zaawansowana technologia wojsk Izraelskich się nie sprawdza. Oznacza to guerillę, która pochłonie co najmniej kolejny tysiąc palestyńskich ofiar, ale także setki zabitych żołnierzy Izraelskich. Jak wysoką cenę jest w stanie zapłacić Izrael a jak wysoką Hamas za swoje warunki negocjacji nie wiadomo. Jedno jest pewne ponad 1200 ofiar to za wysoka cena jaką już zapłacili mieszkańcy Gazy.

Michal Ziemowit Buśko
tekst opublikowany 19 stycznia 2009 na łamach www.arabia.pl
http://www.arabia.pl/content/view/292150/1/

[1] www.maannews.net, 18.01.2009.[2] www.guardian.co.uk, 04.01.2009[3] www.bitterlemons.org
[4] Izraelskie określenie odwołujące się do Zachodniego Brzegu Jordanu[5] W przeciągu wojny w Gazie z terytorium Libanu zostało wystrzelonych jedynie kilka rakiet krótkiego zasięgu. Żadna z organizacji nie przyznała się do ataku.[6] Cytat pochodzi w wypowiedzi przedstawiciela Hamasu Mohammada Nazzala www.bitterlemons.org
[7] www.maannews.net 07.01.2009[8] Chodzi o system zaaplikowany w czasie Intifady al.-Aqsa w roku 2002 Kiedy to Nablus, Dżenin i Hebron zostały poddane permanentnej kontroli stacjonujących wojsk Izraela.

Za słabi na wojnę szykują się do pokoju. 23/08/2008

Kwestia bezpieczeństwa to najważniejsze zagadnienie Izraelskiej polityki, a problem Palestyński od lat jest kluczowy w wyścigu o popularność Izraelskich premierów. Mimo, że bezpośrednią przyczyną dymisji Ehuda Olmerta był korupcyjny skandal, to schyłek jego kariery był zdeterminowany niepopularną polityką bezpieczeństwa.


Jednym z wielu kontrowersyjnych wyborów gabinetu Olmerta była decyzja o bezpośrednich negocjacjach z Hamasem. W wyniku rozmów doszło do przełomowego wydarzenia – 19 czerwca weszło w życie zawieszenie broni.[1] Po latach bojkotu zaciekli wrogowie usiedli do rozmów.
Co więcej - pozostają wierni postanowieniom...
Jak się wydaje, żadna ze stron nie chce wojny, nikt jednak nie szykuje się do pokoju.

Strategia blokady nie chroni Izraela



Tylko w przeciągu sześciu pierwszych miesięcy tego roku z terytorium Strefy Gazy wystrzelonych zostało ponad tysiąc rakiet – tyle samo ile w przeciągu całego roku 2007! Mimo, że rakiety powodują rzadko ofiary śmiertelne, to palestyńscy bojówkarze nie ukrywają, że celem ich ataków jest ludność cywilna. Palestyński ostrzał Izraela stał się coraz bardziej niebezpieczny - Hamas wszedł w posiadanie irańskich rakiet typu Grad o czterokrotnie większym zasięgu.
Decydując się na negocjacje Olmert liczył na złagodzenie krytyki pod jego adresem. Rozmowy z Hamasem miały przynieś natychmiastowy efekt i bezdyskusyjną korzyść– zaprzestanie ostrzału Izraela.

Blokada wzmocniła Hamas


Kiedy rok temu zadecydowano o blokadzie Strefy Gazy cel był jasny – upadek Hamasu a w konsekwencji przywrócenie władzy Fatahu. Taktyka przyniosła odwrotny skutek - Hamas umocnił swoją pozycję, stał się niezależnym, legitymizowanym prawnie oraz społecznie, konsekwentnym obrońcą sprawy palestyńskiej, przez Gazan postrzegany jako ofiara niesprawiedliwego bojkotu.
Polityka blokady uderzyła w ludność cywilną. W przeciągu roku cena benzyny w Gazie wzrosła sześciokrotnie. Brak podstawowych surowców zmusił drobnych przedsiębiorców do bankructwa (97% przedsiębiorców zbankrutowało). Zgodnie z szacunkami ONZ ponad milion Gazan (z półtoramilionowej populacji) stało się beneficjentami międzynarodowej pomocy żywnościowej, a 70% żyje poniżej granicy ubóstwa.
Izraelska strategia blokady połączona została z taktyką ‘selektywnych’ ataków na faktycznych i domniemanych członków organizacji paramilitarnych. Izraelskie dowództwo podkreśla, że dzięki ‘selektywnosci’ liczba zabitych Gazan w 2007 roku spadła o 43% (porównując z rokiem 2006), osiągając poziom 375 ofiar ( liczba Gazan zbitych od początku trwającej od 2000 roku intifady wynosi 2990 ). [2]

Jednakże wciąż około 40% ofiar to ludność cywilna z czego 18% stanowią dzieci. Wojna stała się „brudną wojną” z cywilami. W takich warunkach Hamas jedynie skorzystał na Izraelskiej polityce.[3]

Olmert nie miał wyboru.


Polityka Izraela spotkała się z międzynarodową krytyką. By przełamać impas gabinet Olmerta musiał zrezygnować z blokady i dokonać wyboru pomiędzy re-okupacją gazy a jakąś formą porozumienia z Hamasem. Mając na koncie przegraną wojnę z Hezbollahem premier nie mógł zaryzykować interwencji. Mimo, że zasoby militarne Hamasu są nieporównywanie mniejsze niż Hezbollahu, to wojna z Hamasem jest zawsze wojną przegraną.
Wojna uniemożliwiłaby jakiekolwiek porozumienie, zdyskredytowała odnowiony w Annapolis proces pokojowy, spowodowała eskalację przemocy na Zachodnim Brzegu Jordanu, zaangażowała inne palestyńskie bojówki i roznieciła trzecią intifadę. Co więcej, Izraelskie dowództwo przewidywało, że w razie konfliktu libański Hezbollah udzieli wsparcia Palestyńczykom, otwierając drugi front od północy, co jest najgroźniejszym dla Izraela scenariuszem.
Przewidywalne (ludzkie, moralne i polityczne) koszta z góry skazanej na porażkę operacji lądowej skłoniły Izrael do opcji negocjacyjnej.

Izrael potrzebuje stabilnej Strefy Gazy – bez względu na to kto jest jej ‘policjantem’.


Wycofując w 2005 roku osadnictwo i wojskową obecność w Gazie, Izrael liczył na konsolidacje obecności na Zachodnim Brzegu Jordanu. Wycofanie okupacji pozostawiło próżnię, którą zapełniły rozmaitej maści palestyńskie bojówki. Niezależne milicje ustanawiały swoje strefy wpływów a w Gazie zapanowała anarchia. Zdestabilizowana Gaza okazała się zagrożeniem dla bezpieczeństwa Izraela. Ze strategicznego punktu widzenia najkorzystniejszym dla Izraela rozwiązaniem byłaby Gaza pod rządami lojalnego Fatahu.
Izrael chciał swą polityką pogodzić dwa, jak się okazało, sprzeczne cele: stabilność regionu oraz neutralizacje Hamasu. Strategiczne założenia Izreala stały się nierealne latem 2007 roku, kiedy to Hamas przejął władze w Strefie Gazy.
Dylemat Olmerta polega na tym, że stabilna wewnętrznie Gaza to Gaza z Hamasem u władzy, gdyż tylko on był w stanie zyskać poparcie lokalnych klanów i zaponować nad samowolnymi bojówkami.
Ryzyko negocjacji – Izrael
Porozumienie ma jednak swoją cenę. Otwierając oficjalne kanały dyplomatyczne Izrael zaryzykował wzmocnienie Hamasu. Poza tym każdy układ między Hamasem a Izraelem może byc jedynie przerwą w wymianie ognia.

Brygady Qassama (zbrojne ramie Hamasu) twierdzi: „porozumienie było niezbędne by ulżyć palestyńskim cierpieniom. Zawieszenie broni nie jest prezentem dla Izraelskiego okupanta, jest niezbędnym etapem naszego oporu (...) jeśli Izrael nie wypełni wszystkich warunków odpowiemy zmasowanym atakiem”.

Otoczenie Olmerta ma świadomość ryzyka, kiedy w pierwszym tygodniu zawieszenia broni Brygady Męczenników al-Aqsa przyznały się do ataku rakietowego, odpowiedź Izraela była natychmiastowa – Minister Spraw Zagranicznych Izraela Tzipi Livni dała jasno do zrozumienia: „Nie obchodzi mnie kto strzelał. Każdy kolejny atak spotka się z natychmiastową odpowiedzią militarną z naszej strony”.
[4]

Pomimo mocnych słów, to raczej pokerowa gra nerwów. Izrael potrzebuje zawieszenia broni tak bardzo jak potrzebuje go Hamas.

Hamas zmuszony do rozmów.



Katastrofalna sytuacja ekonomiczna Gazy zmusiła Hamas do rozmów. Złagodzenie kryzysu jest potrzebne niczym powietrze. W Gazie brakuje wszystkiego: od butów i leków po paliwo. Ponadto Islamiści widzą w negocjacjach szanse na umocnienie swojej pozycji. Zniesienie blokady byłoby niewątpliwym sukcesem propagandowym. Hamas mógłby się zaprezentować jako skuteczna i racjonalna organizacja, a co więcej zdyskredytować dotychczasową politykę Izraela. Mocna pozycja Hamasu umożliwiałby również konsekwentne negocjacje z Fatahem.


Zwrot Hamasu ku polityce negocjacyjnej to także próba uniezależnienia się od powiązań z lokalnymi interesami klanowymi. To dzięki poparciu lokalnych klanów Hamas był w stanie zapanować nad anarchią, zapewnić dystrybucje dóbr, przyjąć pomoc humanitarną oraz zorganizować funkcjonowanie podstawowych służb publicznych. Poparcie ma jednak swoją cenę. Dzięki blokadzie lokalni watażkowie czerpią korzści płynące z przemytu. Mało prawdopodobne więc, by zrezygnowali dobrowolnie ze swoich interesów.

Ryzyko negocjacji – Hamas


Hamas z determinacją walczy o elektorat. Mimo silnej pozycji wciąż nie jest na tyle mocny by być pewnym poparcia większości Palestyńczyków. Zniesienie blokady mogłoby przynieść wygraną w wyścigu o władzę.
Jednak współpraca z Izraelem jest dość ryzykowna. Podczas gdy negocjacje wymagają fleksybilności i ustępstw, Hamas wciąż chce jawić się jako organizacja nieprzejednana - przeciwna jakiejkolwiek ‘kolaboracji’ z Izraelem
Hamas to nie jedyna organizacja militarna w Gazie; jeśli wystąpi przeciw bojówkom sprzeciwiającym się zawieszeniu broni, szybko straci autorytet. Konfrontacja z antyizraelskimi milicjami byłaby hipokryzją ruchu, który sam siebie uważa za nieprzejednany.

Znacząca w tym kontekście stała się wypowiedź przedstawiciela Hamasu w Gazie, Sami Abu Zuhriego, komentująca operacje militarne Islamskiego Dżihadu: „Nikt nigdy nie ujrzy członka Hamasu strzelającego do bojownika palestyńskiego ruchu oporu”.
[5]
Dopóki w Gazie będą organizacje sprzeciwiające się układom, Hamas nie będzie w stanie przekonać Izraela do całkowitego zniesienia blokady.

Zawieszenie broni jest porozumieniem słabych stron.



Paradoksalnie Hamas i Izrael odnalazły wspólny język, zbyt słabi na konfrontację muszą negocjować. Zawieszenie broni to wydarzenie bez precedensu - to koniec dyplomatycznego bojkotu Hamasu. Porozumienie legitymizuje islamskich radykałów jako partnera bezpośredniej Izraelskiej dyplomacji.
Dla przeciętnego Izraelczyka, to zbyt duże ustępstwo. W Izraelu powszechna jest obawa, że Hamas odczyta negocjacje jako wyraz słabości.
Negocjacje widziane z perspektywy Hamasu są równie ryzykowne: skoro Izrael był skłonny do rozmów, to dlaczego Hamas zdecydował się negocjować dopiero teraz? Na odpowiedź czeka tysiące doświadczonych przez Izraelską politykę Gazan. Hamasowi trudno będzie wytłumaczyć dlaczego konieczne było tyle ofiar.
Dla obu stron zawieszenie ognia to za mało. By umocnić pozycje negocjatorów zadecydowano o dodatkowych korzyściach płynących z porozumienia. Obie strony zapowiedziały rozmowy co do wymiany palestyńskich więźniów za porwanego w lipcu 2006 r. izraelskiego Kaprala Gilada Szalita. Zgodnie z umową Izrael ma zwolnic około tysiąca więźniów (połowa to kobiety i dzieci).[6]
Jak do tej pory nie udało się osiągnąć porozumienia. Izrael nie chce zwolnić większości z więźniów określając ich jako ‘więźniów z krwią na rękach’ (czyli zaangażowanych lub podejrzanych o działalność zbrojna). Dla tych zaś, których zobowiązał się zwolnić, domaga się deportacji poza terytoria Palestyńskie i Izraelskie. Jak się należy spodziewać Hamas nie odda Szalita pochopnie, gdyż wie, że może wiele ugrać podbijając cenę. (Szczególnie w obliczu ostatniej wymiany Hezbollah – Izrael). Należy się zatem spodziewać powolnych negocjacji.

Polityka kroków doraźnych.


Negocjacje są taktyczną decyzją na miarę sił. Mimo, że kruche, obie strony potrzebują ich na tyle, by deklarować potrzebę ich istnienia.
Izraelska koalicja rządząca potrzebuję oddechu. Aktualnie najważniejszym koalicyjnym zagadnieniem jest obsadzenie urzędu szefa rady ministrów. Jak się należy spodziewać spokój potrwa do momentu wyboru nowego premiera, a być może nawet do momentu wyborów parlamentarnych. Hamas w międzyczasie będzie się starał uzyskać wysoką ‘cenę’ za Szalita.
Największą Ironią jest fakt, że Izrael był w stanie osiągnąć porozumienie w sprawie Strefy Gazy z Hamasem, podczas gdy negocjacje z władzami Autonomii Palestyńskiej stanęły w martwym punkcie. Decyzja Izraela osłabia prezydenta Abbasa, który desperacko odmawiał współpracy z Hamasem, licząc na Izraelską protekcję. Nawet jeśli Abbas wciąż pozostaje głównym partnerem negocjacyjnym Izraela, to zawieszenie broni osłabia nikłe szansę na wypełnienie warunków postanowień z Annapolis.
Nie brakuje opinii określających zawieszenie broni jako cześć Izraelskiej taktyki odseparowanych porozumień, starających się pogłębić podział Strefa Gazy – Zachodni Brzeg Jordanu. (Co w efekcie miałoby doprowadzić do uniemożliwienia powstania spójnego terytorialnie Palestyńskiego państwa). Zawieszenie broni byłoby zatem drugim układem po porozumieniu z Annapolis zawartym de facto z prezydentem Abbasem i premierem Fayyadem reprezentującymi jedynie Zachodni Brzeg Jordanu.
Możliwe, że negocjacje z Hamasem mają w praktyce doprowadzić do podziałów wewnątrz samej organizacji czy skonfliktowania Hamasu z innymi dotychczas lojalnymi bojówkami.

Kolejna droga donikąd?


Jeśli zawieszenie broni nie zostanie skorelowane z wewnątrzpalestyńskim porozumieniem, osłabi ono Palestyńską pozycję względem negocjacji statusu przyszłego państwa.
Wiele zależy od reakcji Fatahu. Jeśli Hamasowi uda się uzyskać Izraelskie koncesje będzie oczywistym zwycięzcą próby sił. Silniejsza pozycja Hamasu oznaczać będzie z kolei bardziej konsekwentne stanowisko wobec Fatahu. W tej sytuacji Fatah będzie musiał się zdobyć na ugodową politykę.
Bez względu jednak na konflikt na linii Fatah - Hamas ostateczny kształt przyszłych negocjacji z Izraelem zależy od stanowiska Tel – Awiwu względem palestyńskich postulatów. Porozumienie Hamas – Izrael ma swoją wartość – jest dowodem na to, że z Hamasem da się rozmwawiać. To sygnał oznaczający zmianę polityki Hamasu i bardziej fleksybilne stanowisko.
Jesli jednak Izrael nie zdobędzie się na koncesje względem przyszłego państwa palestyńskiego, porozumienie z Hamasem będzie bezwartościowe.
Póki co negocjacje umierają śmiercią naturalną. Od konferencji w Annapolis upłynęło osiem miesięcy; dziś już wiadomo, że żadna ze stron nie wypełniła nawet wstępnych warunków porozumienia, tym samym zapis o utworzeniu niepodległegłej Palestyny do końca roku 2008 stał się koleją mrzonką.
Na ile realne są zatem dzisiejsze nadzieje na pokój ?

Michał Ziemowit Buśko
tekst opublikowany 23 sierpnia 2008 na łamach http://www.arabia.pl/
http://www.arabia.pl/content/view/291898/132/


[1] Warunki porozumienia (nie ujawnione oficjalnie) zobowiązały obie strony do zaprzestania przemocy. Izrael zadeklarował się do zwiększenia limitowanych dostaw podstawowych surowców: paliwa, gazu, prądu, materiałów budowlanych i leków. Zawieszenie broni dotyczy jedynie Strefy Gazy i ma przetrwac 6 miesięcy (http://www.maannewsagency.net/ 04/07/2008). Trzecią stroną negocjacji jest Egipt, za pośrednictwem którego możliwe było zorganizowanie nieoficjalnych kanałów dyplomatycznych pomiędzy Hamasem a Izraelem . Uczestnicy procesu zgodzili się także do przyszłych negocjacji ruchu osobowego pomiędzy Gazą a Egiptem poprzez przejście graniczne w Rafah. (http://www.maannewsagency.net/ 21/06/2008)[2] http://www.haaretz.com/ 31/12/2007[3] www.pchrgaza.org/alaqsaintifada.html
www.btselem.org/english/statistics/Casualties.asp[4] http://www.haaretz.com/ 27/06/2008[5] http://www.haaretz.com/, 25/06/2008[6] http://www.maannewsagency.net/ , 26/06/2008

Droga do pokoju prowadzi przez Strefę Gazy. 25/02/2008

Osiemnaście lat rozmów palestyńsko – izraelskich to tradycja desperackich prób porozumienia. Brakowało dobrej woli i spójnej polityki, a gorzkie realia rozwiewały nadzieje na pokój. 23-go stycznia palestyńscy bojówkarze wysadzili w powietrze dwie trzecie metalowej blokady, oddzielającej Strefę Gazy od Egiptu. Konsekwencje mogą być brzemienne w skutki. Po raz kolejny próby porozumienia mogą stać się częścią historii bezskutecznych negocjacji.

Palestyński szturm na Egipską granicę to konsekwencja Izraelskiej decyzji o wstrzymaniu dostaw paliwa i lekarstw nałożonej na gazę, w wyniku wzmożonych ataków rakietowych. Zgodnie z szacunkami ONZ od momentu przełamania granicy do Egiptu napłynęło 700 tys. mieszkańców Strefy Gazy (ponad połowa populacji). Jednocześnie jak podają palestyńskie źródła do Gazy wjechało około 2 tys. arabskich zwolenników Hamasu (w tym 700 obywateli egipskich).
Formalnie sprawę granicy pomiędzy Egiptem a Strefą Gazy wciąż reguluje porozumienie z 2005 roku, kiedy to Izrael zrezygnował z militarnej kontroli na rzecz nadzoru przedstawicieli UE. Zgodnie z porozumieniem dostęp do jedynego przejścia granicznego w Rafah był możliwy jedynie pod obecność europejskich obserwatorów. Kiedy władze w gazie przejął Hamas (14.07.07) obserwatorzy wycofali się. Zgodnie więc z porozumieniem granica z Egiptem została zamknięta.
Wraz z przełamaniem granicy 23 stycznia Hamas ogłosił: „porozumienie z 2005 roku jest przeszłością (...) mieszkańcy Gazy nie będą dużej więźniami”(Muhammad az-Zahar). Władze Hamasu zarządały prawa do kontroli nad granicą oraz zniesienia blokady. Polityczny przywódca Hamasu Khaled Mash’al zaproponował wspólna kontrolę granicy opartą o nowe porozumienie pomiędzy Hamasem , Fatahem i Kairem.
Prezydent Muhammad Abbas zdecydowanie odrzucił propozycję, wzywając władze Egiptu do uszczelnienia granicy.

Dylemat Mubaraka.



Mimo, że granica kontrolowana przez Hamas jest zagrożeniem egipskiego bezpieczeństwa, to prezydent Mubarak nie może sobie pozwolić na konfrontację.
Z jednej strony Kair obawia się inflirtacji palestyńskich islamistów, którzy skutecznie mogliby zachwiać stablinośćpolityczną Egiptu; z drugiej zaś strony, Mubarak musi liczyć się z rodzimymi ruchami fundamentalistycznymi, które wybuchną w razie konfliktu z Hamasem.
Według wielu komentatorów Egipt to tykająca bomba zegarowa. Pamiętając wydarzenia z początku lat 90 –tych, kiedy Egipt pogrążył się w walkach pomiędzy aparatem bezpieczeństwa a islamistami, Mubarak nie może prowokować konfrontacji. Musi współpracować. Z drugiej strony obecność palestyńskich bojówek to także zagrożenie dla relacji Egipsko – Izraelskich. Ewentualna współpraca islamistów z Gazy z rodzimymi egipskimi fundamentalistami z Synaju mogła by sprowokować Izraelską operację zbrojną.


Dyplomacja egipska zdaje sobie sprawę, że w przypadku zamknięcia granicy ponowny szturm palestyński jest jedynie kwestią czasu. Z perspektywy Egiptu lepszym rozwiązaniem byłoby więc nowe wielostronne porozumienie.
Mubarak zaproponował mediację. Podczas osobnych dwustronnych spotkań z przedstawicielami Hamasu oraz prezydentem Abbasem (30.01), Mubarak opowiedział się za wspólną trójstronną kontrolą granicy. Rozmowy nie przyniosły pożądanego rezultatu. Abbas odrzucił propozycję, uzależniając ewentualną współpracę do zgody Hamasu na wcześniejsze wybory parlamentarne oraz od akceptacji porozumienia z roku 2005.

Roszczenia Fatahu, prawa Hamasu.


Prezydent Abbas chce odzyskać kontrolę nad Strefą Gazy celem uwiarygodnienia swojej negocjacyjnej polityki. Abbas wie, że negocjacje z Izraelem, które nie obejmują całej Palestyny ze Strefą Gazy, to nic nie znaczące uściski dłoni.
Prezydent pragnie umocnić swoją pozycję jako przedstawiciel wszystkich Palestyńczyków. Dlatego formalny wpływ Hamasu na kontrolę granicy to legalizacja władzy Hamasu, na którą Abbas nie może sobie pozwolić.


Dzięki przełamanej blokadzie mieszkańcy Gazy mogli nie tylko zaopatrzyć się w produkty życiowej potrzeby - otwarta granica dała poczucie wolności. Nawet jeśli konfrontacyjna postawa Hamasu przyczyniła się w przeszłości do tragicznego losu Gazan, to teraz właśnie Hamas, nie kto inny walczy o otwartą Gazę, przejmując kontrole nad spontaniczną ‘graniczną rewolucją’. Abbas z kolei jest tym, który optuje za przywróceniem porządku oznaczającego kontynuację blokady.


Palestyński prezydent nie ma szerokiego pola manewru. Nie tylko dlatego, ze nie chce dzielić się władzą, ale dlatego, że jego sojusznicy w Izraelu i Waszyngtonie nie pozostawiają mu wyboru. Zarówno Olmert jak i Bush nie dopuszczają możliwości angażowania Hamasu w formę nowego porozumienia regulującego sprawę granicy.


Ostatecznie jednak począwszy od zamknięcia granicy 31 stycznia przejście w Rafah kontrolowane jest wspólnie przez Egipskie i Hamasowskie służby. Inicjatorzy rozmów pokojowych ( Bush, Olmert, Abbas) ignorują obecność Hamasu. Jednak realia pokazują, że bez zaangażowania islamistów dalsze rozmowy nie są możliwe.
Jak to określił jeden z Hamasowsich przywódców w Gazie, az – Zahar: „Rozmowy nad ewentualnym uczestnictwem Hamasu w sprawowaniu kontroli nad granicą nie mają sensu. Realia są takie, że kontrolę mamy i jako legitymowana władza nikomu jej nie oddamy.”
Izraelska polityka odpowiedzialności zbiorowej nie przyniosła rezultatów. Podczas gdy blokada miała sprowokować oddolny ruch przeciw Hamasowskiej władzy, wielu Gazan utożsamia się z Hamasem jako ofiarą. Występując z propozycją trójstronnej kontroli granicy Hamas zasygnalizował chęć porozumienia. Zaprezentował się więc nie tylko jako wyzwoliciel, ale także jako potencjalny partner.

Izraelskie obawy.


W Izraelu ciężko o zrozumienie roszczeń Hamasu. Dla Tel-Avivu najważniejsze jest własne bezpieczeństwo. Nieszczelna granica Gazy z Egiptem to zagrożenie terroryzmu. Zgodnie z raportem Shin Bet: ‘do Strefy Gazy przemycono dużą ilość broni w tym pociski przeciwczołgowe, rakiety dalekiego zasięgu oraz pociski przeciwlotnicze’.
4 lutego zostaje przeprowadzony pierwszy od wielu miesięcy zamach samobójczy na terytorium Izraela.
Dwójka terrorystów, którzy dokonali zamachu w Dimonie przedostała się ze Strefy Gazy przez Półwysep Synaj. Nastroje w Izraelu nie sprzyjają rozmową. Mając na względzie przeszłe wybory Minister Obrony Narodowej E. Barak występuje jako zwolennik twardej polityki.
Coraz częściej słychać opinie wzywające do operacji lądowej. Poparcie dla premiera Olmerta gwałtownie spada.
Scenariusz inwazji lądowejto spirala przemocy i rozlew krwi po obu stronach – trzecia intifada która pogrzebie szansę na porozumienie na długie lata oraz zakończy polityczną karierę Olmetra.
Bez porozumienia w sprawie Strefy Gazy dalsze rokowania pokojowe są skazanę na porażkę.
Wszystkie cztery strony konfliktu: Izrael, Egipt,Hamas i Fatah muszą osiągnąć porozumienie które nie zburzy delikatnej równowagi i zapewni minimum bezpieczeństwa w regionie.
By do tego doszło porozumienie musi zapewnić oczekiwania Fathu – poprzez gwarancję jedności terytoriów palestyńskich nie może wzmocnić Hamasu. Z drugiej strony jednak, negocjacje muszą spełnić postulat Hamasu – umożliwić swobodny dostęp do Strefy Gazy. Ostatecznie współpraca powinna wyjść naprzeciw oczekiwaniom Izraela i Egiptu – zapewnić kontrolę nad przemytem i ograniczyć zagrożenia terroryzmu.
Trudny kompromis wymaga współpracy. Jeśli jej zabraknie, dalsze rokowania pokojowe nie będą możliwe. Strefa Gazy stanie się zapalnikiem kolejnej intifady a idea rozmów pokojowych umrze na długie lata.


Michał Ziemowit Buśko


Luty 2008